Advance Wars 2: Black Hole Rising

By blinknots

Pierwsza część Advance Wars szybko zyskała sobie rzesze fanów na całym świecie dzięki ogólnemu geniuszowi produkcji. Po tak wielkim sukcesie można było spodziewać się kolejnej odsłony, która na rynek trafiła dwa lata później. I choć dostajemy więcej tego samego, to nie ma na co narzekać.

i_2109.jpg

Advance Wars to strategia turowa, gdzie wydajemy rozkazy naszej armii poruszając się po podzielonych na małe kwadraciki planszach. Wybierając jedną z jednostek widzimy jej pole ruchu, a następnie wskazujemy, gdzie ma się udać. Gdy w zasięgu ataku znajdzie się jakiś wróg, będziemy mogli go oczywiście zaatakować. Głównym zadaniem wszelakich misji jest właśnie wyeliminowanie wszystkich wrogich jednostek lub przejęcie ich siedziby głównej. Tą czynność wykonywać może jedynie piechota, która zajmie się także zdobywaniem miast i fabryk. Samych jednostek w grze jest dość dużo – od żołnierzy, przez czołgi i wyrzutnie rakiet, aż po łodzie podwodne i helikoptery. Całość dzieli się na trzy rodzaje, a mianowicie: lądowe, powietrzne i morskie. Niektóre misje skupiać się będą tylko na jednej grupie, zaś inne połączą w sobie wszystkie razem. Na różnorodność nie możemy narzekać. Szkoda jedynie, że dodano tylko jedną nowość. Jest nią Neo Tank, czyli jeszcze silniejszy czołg. Aby go odblokować, w każdej kampanii będziemy musieli przechwycić dane o sekretnym laboratorium przeciwnika, gdzie takie maszyny są tworzone.

Bardzo ważnym elementem gry jest teren, po jakim poruszają się nasi wojacy. Oprócz tradycyjnych pól i dróg mamy również lasy i góry, na których wzrasta nasza obrona przed ostrzałami wroga. Oczywiste nie ma nic za darmo. Po takich wybojach poruszamy się znacznie wolniej – coś za coś. Dodatkowo maszyny zmechanizowane nie mogą wjeżdżać na wzgórza i pagórki - z wiadomych powodów.

Fabuła gry jest ciągiem dalszym wydarzeń z części pierwszej. Armia Black Hole powraca i znów ma zamiar zawładnąć światem. Tym razem walki toczyć będziemy na czterech kontynentach – Orange Star, Blue Moon, Yellow Comet i Green Earth. Naszą przygodę zaczynamy ze starymi znajomymi z Pomarańczowej Gwiazdy, gdzie przeurocza Nell przeprowadzi nas przez trening. Następnie będziemy mogli wybrać jedną z dostępnych na mapie misji i naszego dowódcę. Advance Wars 2 oferuje nieco mniej liniową strukturę misji, gdyż możemy właśnie wybierać spośród kilku dostępnych misji i nie wszystkie trzeba ukończyć, aby awansować dalej. Drugą nowością są misje innych armii, tak więc będziemy walczyć takimi osobowościami jak Olaf, Kanbei czy Eagle. Pierwsza część nie dawała nam tak dużego wyboru. Oprócz tego dołączyli także zupełnie nowi oficerowie, po jednym na każde państwo.

Powróciły również CO Power, czyli moce specjalne, którymi charakteryzował się każdy dowódca. Ale oprócz tego wprowadzono Super CO Power, które jeszcze szybciej potrafią odmienić przebieg walk. Są one przeważnie rozwinięciem zwykłej mocy tylko z dużo większym efektem. Takie urozmaicenie są ciepło przyjmowane. Nie mogło też zabraknąć edytora map i sklepu. W tym pierwszym sporządzimy swoje własne levele za pomocą łatwego w użyciu systemu. Kto próbował, ten wie, jak to potrafi wciągnąć. We wspomnianym sklepie będziemy mogli zakupić nowych CO do użycia w pojedynczych planszach, możliwość zmiany koloru oficerom czy też zupełnie nowe mapy. Do zakupu czeka cała masa ciekawych rzeczy i aby oczyścić cały sklep potrzeba będzie ukończyć samą kampanię co najmniej dwa razy!

Advance Wars 2 nie zawiera w sobie zbyt wiele nowości. Jedną z najbardziej widocznych jest jednak mała zmiana stylistyki. Nadal mamy do czynienia z bajkowym klimatem, jednak teraz całość jest mniej…mangowa. Postacie nie mają już tak wiele emocji na twarzach, budynki wyglądają bardziej realistycznie i ekran podczas walki został nieco inaczej przyozdobiony. Ani to minus, ani plus, ale warto o tym wiedzieć. Poprawiona została też nieco sztuczna inteligencja przeciwników. Nie można powiedzieć, że gra jest teraz trudniejsza, ale widać, że komputer stosuje różne taktyki w zależności od naszych poczynań.

Black Hole Rising to tak jakby powtórka z rozgrywki. Mamy ten samym system walki, tą samą grafikę i nawet te same dźwięki (plus kilka nowych oczywiście), ale z nowymi oficerami, z większą ilością map i z dłuższą kampanią. Można narzekać, że jest to jedynie „dodatek” do pierwszej części, ale z drugiej strony pierwowzór był już niemal doskonały i ciężko było znaleźć coś do poprawy. Osoby obeznane w tych klimatach powinny kupować bez zastanowienia. Nowych w serii Advance Wars również zachęcam do zakupu właśnie tej części, gdyż jest ona jakby ulepszeniem pierwszej. Czyli dostajemy wszystko najlepsze i jeszcze trochę więcej.

Ocena:

9.jpg

i_2111.jpg i_2088.jpg i_2097.jpg

 

Leave a Reply