Cztery lata czekaliśmy na prawidłową kontynuację serii Pokemon. Czas ten był nam umilany licznymi eksperymentami i remake’ami, jednak wszyscy fani chcieli tylko jednego – kolejnej odsłony głównej ścieżki z gatunku RPG. Jak do tej pory takie tytuły sprzedały się w milionach egzemplarzy i ciągle królują na listach najbardziej popularnych gier. Czy zatem warto było czekać na Diamond i Pearl?

Gra wita nas dokładnie tak samo jak jej poprzedniczki. Zaczynamy jako młodzieniec lub młoda dziewica w miesicie zwanym Twinleaf Town. Wspólnie z zaprzyjaźnionym sąsiadem postanawiamy wyruszyć nad pobliskie jezioro w poszukiwaniu rzadkiego Pokemona. Tam też spotykamy profesora Rowana, który bedzie naszym najlepszym przyjacielem jeśli chodzi o wszelakie informacje dotyczące małych stworzeń. Przed naszą pierwszą walką mamy tradycyjnie możliwość wyboru jednej z trzech pociech, która towarzyszyć będzie nam przez resztę gry. Są to typowe startowe gatunki – ognisty, wodny i trawiasty. Po zakończonym pojedynku nasza przygoda nabiera rozpędu i wyruszamy w świat. Nasze zadanie? Złapać jak najwięcej Pokemonów i zostać najlepszym trenerem. Może i proste, ale jakże wciągające.
System gry został zupełnie niezmieniony – nadal musimy uzbierać osiem odznak za pokonanie liderów miast, dzięki którym zostaniemy dopuszczeni do ligi mistrzów. W tym zadaniu pomogą nam setki napotkanych po drodze Poków. Ich oficjalna liczba sięga niemal pięciuset, w tym ponad sto nowych przedstawionych w Diamond i Pearl. Mamy nowe pre-ewolucje jak choćby Mime Jr., nowe ewolucje jak Electivire, nowe ataki i umiejętności – wszystko, czego można było się spodziewać. Zapewne wielu z Was znudziło się wałkowaniem tego samego schematu, jednak ja osobiście nie mam nic przeciwko brakowi zmian. Owszem, nowe elementy wniosłyby wiele świeżości, ale sama satysfakcja ze zdobycia wszystkich odznak czy pokonania głównego rywala jest nadal ogromna. Pokemony to jedna z najbardziej wciągających gier wszechczasów i nic tego nie zmieni.
Oczywiście nie zabrakło nowych elementow, które dopieszczają całą rozgrywkę. Na pierwszy ogień idzie możliwość biegania we wszystkich pomieszczeniach. Niby nic wielkiego, ale chyba każdy był nieco znudzony powolnymi pochadzkami po wielkich budynkach. Pokemonowe konkursy również zostały zmienione i całość podzielona jest teraz na trzy kategorie: wizualna, gdzie za pomocą stylusa ubieramy naszego podopiecznego w różne upiększacze; taneczna, gdzie bierzemy udział w krótkiej grze rytmicznej; ostatnia zaś kategoria to dobrze znane występy, gdzie wybieramy jeden z ataków, aby jak najbardziej zaimponować jurorom.
Powracająca z G/S/C jest funkcja pory dnia. Pobierając dokładną datę i czas z naszej konsolki, gra automatycznie reflektuje czas rzeczywisty z czasem wirtualnym. Czyli jeśli mamy noc, to w grze jest również noc. Sprowadza się to do rzadszego znajdywania Pokemonów, gdyż na przykład jedni wolą poranek, a inni wieczór. Kolejną nowością jest Pokemon Watch, zwany inaczej Poketch. Jest to nic innego jak podręczny komputer, który przechowywał będzie dla nas wiele ważnych informacji jak choćby mapę świata czy ekran ze statusem podróżujących z nami Poków, a nawet kalkulator i licznik kroków. Funkcja ta z pewnością jest miłym dodatkiem, a kolejne dodatkowe opcje dostaniemy od różnych postaci napotkanych podczas naszych przygód.
System walki został nieco uproszczony, a to dzięki nowemu sterowaniu. Wszystkie potrzebne komendy dostępne są na dolnym ekranie, gdzie możemy szybko i precyzyjnie wybierać potrzebne komendy za pomocą stylusa. Dzięki temu, same walki zostały przyspieszone jednak, jeśli będziecie nadal używać tradycyjnej metody przycisków, efekt będzie zupełnie odwrotny. Pokedex również otrzymał kilka fragmentów, do których użyjemy ekranu dotykowego, jak choćby wyszukiwarka.
Jedną z najlepszych nowości jest możliwość przeniesienia Pokemonów z gier wydanych na GBA. Tak, więc wszystkie stworki złapane we wcześniejszych przygodach łatwym sposobem znajdą się w naszym posiadaniu. Jedyny mankament to to, że możemy przenieść tylko sześć stworzeń z każdej gry na dzień. Samo przeniesienie moich zdobyczy z Emerald zajęło mi ponad trzy tygodnie. Jednak rekompensuje to sama świadomość posiadania Pokemonów, których inaczej zdobyć się nie da.
W Diamond i Pearl mamy po raz pierwszy możliwość zebrania wszystkich dostępnych stworzeń w jednej grze! Oczywiście rzadkie gatunki dostępne tylko przez specjalne imprezy przygotowane przez Nintendo będą nie lada problemem, ale z resztą nie powinniście mieć problemów. A to wszystko dzięki Global Trade Stadion. W tym właśnie miejscu możemy darmowo wymieniać się wszelakimi Pokami z ludźmi z innych regionów. I to bez użycia żadnych dwunasto-literowych kodów! Po połączeniu się z systemem GTS mamy dwie możliwości: zostawić jednego z naszych towarzyszy i w zamian zażądać wybrany okaz o wybranym levelu i płci. Druga możliwość to wyszukanie zapragnionego Poka (pod warunkiem, że widzieliśmy go choć raz na oczy i jego wpis widnieje w Pokedexie) i jeśli takowy się znajdzie, przedstawione zostaną nam warunki pod jakimi taka transakcję możemy przeprowadzić. Daje to nam nieskończone możliwości kolekcjonowania, gdyż niemal zawsze znajdzie się ktoś chętny na zamianę. Szkoda jedynie, że niektórzy wołają sobie legendarne stworzenia w zamian za jakieś słabiaki. I to właśnie dzięki tej opcji, gra zyskuje ogromne ilości dodatkowych godzin grania. Sama świadomość zdobycia wszystkich dostępnych stworków bedzie trzymać Was przy ekranie przez tygodnie.
Mamy także po raz pierwszy okazje wziąć naszych podopiecznych online. Tak jest, wreszcie Nintendo pozwoliło nam walczyć, wymieniać się i toczyć rozmowy ze znajomymi z całego świata. Nie jest to jednak tak rozbudowane, jak byśmy tego chcieli. Dostajemy jedynie możliwość walki z „kopią” innej osoby, która została zapisana gdzieś na serwerze. My następnie ściągamy taką kopię i wtedy z nią walczymy. Nasz wynik możemy wstawić do ogólnego rankingu, jednak ten również nie jest zbytnio rozbudowany. Reszta potyczek online wiązać się będzie z użyciem friend-code’ów. W ten sposób możemy nie tylko walczyć i zamieniać, ale także rozmawiać z drugą osobą. Pokemon D/P umożliwia nam voice chat podczas walk i wymian, a same Nintendo wypuściło nawet oficjalny head-set z tej okazji. Tak, więc ilość opcji nie jest może zadowalająca, ale początek należy uznać jako udany.
Oprócz online mamy też tradycyjne możliwości w sieci lokalnej. Możemy nawet zaprosić kogoś do wspólnych dwuosobowych walk. Najciekawszym elementem jest jednak Underground – podziemna lokacja ciągnąca się przez cały teren gry. Tutaj grając samotnie możemy poszukać skarbów w ścianach za pomocą ekranu dotykowego czy ozdobić naszą sekretną bazę. Jednak najciekawsza jest opcja multiplayer, gdzie możemy bawić się w capture the flag. Jest to prosta mini-gra, gdzie musimy jako pierwsi dotrzeć do bazy przeciwnika i zdobyć jego flagę. Na drodze napotkamy jednak wiele niespodzianek jak choćby mocne wiatry czy spadające skały. Dodatek miły, ale niezbyt przydany.
Graficznie D/P zostały oczywiście odświeżone, jednak nie jest to nic specjalnego. Sceneria dostała wiele nowych trójwymiarowych elementów jak budynki czy drzewa, co dodaje grze wiele głębi. Reszta jest nadal w 2D, co spowodowane jest chęcią zachowania znanego wszystkim wyglądu serii. I mnie osobiście w zupełności to wystarcza. Gra wygląda o niebo lepiej w porównaniu do wydań na GBA (wystarczy włączyć na chwile stare części, aby to docenić). Szkoda jedynie, że walki nie są bardziej dynamiczne.
Strona audio nie prezentuje sobą nic rewolucyjnego, ale spełnia swoje zadanie. Melodii jest cała masa i wpadają w ucho bez żadnych problemów. Ładnie się komponują z całością i to jest najważniejsze. Dźwięki i inne okrzyki to również standardowa robota, której spodziewaliśmy się od autorów.
Pokemon Diamond i Pearl są jedną z najlepszych odsłon serii Pokemon od jej początku, plasując się tuż za wspaniałymi B/R/Y. Mega wciągająca rozgrywka została jeszcze bardziej dopieszczona nowymi elementami, a wprowadzenie online sprawiło, że nawet setki godzin po ukończeniu głównej historii nadal będziecie „łapać je wszystkie”.
Ocena:
