Metal Slug Advance

By blinknots

Po zakończonym żywocie NegoGeo Pocket Color, SNK jakby znikło z rynku gier na kilka lat. Wraz z ich powrotem, posiadacze GBA dostali nie lada niespodziankę – zupełnie nową odsłonę serii Metal Slug, która przez długie lata królowała w salonach gier. I to, co otrzymaliśmy z pewnością zadowoli każdego fana mocnych wrażeń.

front3.jpg

Historia w takich grach jest niemalże niepotrzebna, tak więc Metal Slug Advance zawiera jedynie krótkie wprowadzenie w treść. Otóż jako nowy rekrut w Peregrine Falcons Squad zostajemy poddani jednemu z wielu treningów, jakich członkowie tejże elitarnej grupy ukończyli już tysiące. Miejscem docelowym jest mała wysepka na południowym Pacyfiku. Wybierając spośród dwójki bohaterów – Waltera i Tery, wyruszamy na przetrwanie. Jak się później okazuje, ową wysepkę zamieszkują niekoniecznie przyjaźni wojacy. Nie do końca wiemy, kim oni są ani czego od nas oczekują, ale wystarczy, że jako mięso armatnie sprawują się wyśmienicie.

Wspomniana dwójka postaci niestety nie różni się niczym oprócz wyglądu. Wytyczone nam misje będą takie same za każdym razem, co nie dodaje nam dodatkowej motywacji na ponowne ukończenie gry. Samych misji jest tylko pięć i są one dosyć krótkie. Gdyby niewymagająca rozgrywka, całość można by ukończyć w około godzinę. Na szczęście przeciwnicy sprawią nam wiele kłopotów, więc mniej doświadczeni gracze nie powinni narzekać na długość. Gorzej ze starymi wyjadaczami, gdyż dla nich poziom trudności może nie być wystarczający. Miejscówki, przez jakie będziemy się przedzierać to tradycyjne plaże, dżungle czy starożytne ruiny zamieszkiwane przez ludzi-ptaków. Plansze są nieco zbyt liniowe. Owszem, mamy kilka możliwości wybrania jednej z dostępnych dróg, ale nie jest to nic wartego zanotowania. W aspekcie misji nic specjalnego nie znajdziemy, ale tutaj najważniejsza jest jatka z wrogimi jednostkami, a emocji również nie zabraknie.

Oprócz eliminowania fal wrogich jednostek przyjedzie nam również ratować więźniów, którzy najczęściej są po prostu przywiązani do słupków porozstawianych na każdej planszy. Po wyzwoleniu jeńców należy ich „dotknąć”, aby zostawili nam mały prezent w postaci nowej broni czy jednej z wielu kart. Owe karty dostajemy za specjalne zasługi jak choćby ukończenie misji czy przetrwanie ciężkiej sytuacji. Haczyk polega na tym, że aby zebrane karty zostały wpisane do naszej księgi znalezionych rzeczy, musimy całą misję ukończyć bez straty życia. Jeśli ktoś zażyczy sobie uzbierać wszystkie karty, stanie przed niełatwym zadaniem. A jest tych kart dokładnie sto – tyle, co i oczekujących na wyzwolenie więźniów.

Jednym z najważniejszych elementów chodzonych strzelanin jest oczywiście arsenał. Każdą misję zaczynamy z podstawowym karabinem i dziesięcioma granatami. Amunicja tego pierwszego nigdy się nie kończy, jednak z granatami będzie nieco ciężej. Używać ich będziemy dosyć często przeciw napotkanym czołgom czy wrogom ukrytym za przeszkodami, więc warto ratować napotkanych więźniów, którzy naszą amunicje mogą uzupełnić. Oprócz tego, uratowani sojusznicy sprezentują nam nowe bronie tj. karabin maszynowy, wyrzutnie rakiet czy miotacz ognia. Ich amunicja niestety kończy się dosyć szybko. Dodatkowo na wybranych planszach przyjdzie nam sterować jedną z dostępnych maszyn jak, choćby tytułowym Metal Slugiem, czyli zwyczajnym czołgiem o dużej mocy rżenia lub Slug Flyerem – swego rodzaju powietrznym myśliwcem.

Wspomniany wcześniej poziom trudności został jeszcze bardziej obniżony dzięki nowemu paskowi życia. Metal Slug Advance wyeliminował jednostrzałowe zgony w zamian na mały pasek, który potrafi wytrzymać aż pięć trafień. Dodatkowym uproszczeniem są check pointy porozstawiane na każdej planszy. Gdy zginiemy, gra automatycznie cofa nas do ostatniego odwiedzonego przez nas punktu, jednak po wyłączeniu konsoli misje musimy zaczynać od nowa. Jako że GBA nie posiada slotu na żetony, developerzy dodatkowo oddali nam nieskończoną ilość continue’tów, tak więc nikt nie powinien mieć problemów z ukończeniem gry. Szkoda jedynie, że nigdzie nie ma opcji auto-save po ukończeniu misji. Czynność tą musimy wykonać własnoręcznie, więc lepiej pamiętać o tym przed odłożeniem konsoli.

Graficznie MSA prezentuje się bardzo efektownie. Całość wykonana jest „ręcznie”, więc zarówno planszom, jak i postaciom nie brakuje detali. Zróżnicowane tereny z pewnością dodają rozgrywce rozmaitości, a płynne i humorystyczne animacje zadowolą nawet wybredne gusta. Wybuchy również zostały przedstawione wspaniale, za co autorom należą się brawa. Podobnie jest z oprawą audio. Podczas misji towarzyszą nam bojowe melodie, które zagrzewają gracza do walki, a wszelakie odgłosy broni zostały oddane bardzo efektownie.

Metal Slug Advance jest pozycją bardzo dobrą i godną Waszej uwagi. Z pewnością spodoba się nie tylko fanom dobrej akcji, ale także osobom szukającym wymagającej rozgrywki. Do ogólnej „wspaniałości” brakuje jedynie opcji multiplayer. Szkoda, że SNK nie pozwoliło nam przedzierać się przez misje wspólnie ze znajomym. Jednak nawet bez tego MSA zalicza się do czołówki gier na GBA.

Ocena:

8-5.jpg

gallery5.jpg front2.jpg front1.jpg

 

Leave a Reply