Rok bez FIFY rokiem straconym. Na pewno znajdzie się wielu, którzy tak twierdzą, gdyż FIFA jest dla nich jedyną grą w pełni oddającą emocje towarzyszące rozgrywaniu meczu pomiędzy dwoma klubowymi gigantami czy też reprezentacjami. Mam tu na myśli głównie posiadaczy konsol Nintendo, gdyż na innych sprzętach króluje Pro Evolution Soccer od Konami. EA od kilku lat zbliża się coraz bardziej do realizmu i ogromnej grywalności oferowanej przez produkt konkurencji. Niestety nie można tego powiedzieć o ofercie na DSa.

FIFA 07 to dopiero (a może już?) czwarta odsłona tej serii na dwuekranowej konsolce Nintendo. Zeszłoroczna FIFA wprowadziła nas po raz pierwszy w świat futbolu i to z całkiem niezłym skutkiem. Podczas mistrzostw świata w Niemczech pojawiła się również FIFA dedykowana tylko i wyłącznie temu wydarzeniu, która już nie zachwycała tak bardzo. W międzyczasie pojawiła się też FIFA Street 2, ale o niej nie warto nawet wspominać. Minął zatem rok i Electronic Arts przyszykowało kontynuację swojej flagowej serii. Jak wypadła w porównaniu ze swoimi poprzednikami?
Zacznijmy może o pozytywnych stron. Licencja FIFY to chyba najmocniejszy argument za zakupem gry. Dostajemy ponad dwadzieścia lig z całego świata do wyboru, ale z niewiadomych przyczyn nie ma Polski. Skoro w innych wersjach jest, to nie widzę problemu z umieszczeniem jej na DSie. Zwłaszcza, że znalazło się miejsce na drugie ligi z Francji, Niemczech, Hiszpanii i Anglii. W całej grze nie ma nawet jednej polskiej drużyny oprócz reprezentacji narodowej. Reszta klubów posiada składy z przedwakacyjnych transferów, wiec niestety nie uświadczymy choćby Fabio Cannavaro z Realu Madryt, gdyż on ciągle występuje w barwach Juventusu. Ale miało być o dobrych stronach, więc wracamy do tematu.
Ilość dostępnych trybów jest zadowalająca. Oprócz zwykłego meczu towarzyskiego mamy karierę, puchary i „wyzwania”. Pierwszy stawia nas w roli trenera wybranego zespołu na pięć lat. W zależności o drużyny, jaką wybierzemy zostaną postawione nam zadania, które musimy spełnić z biegiem sezonu. Może to być więc uplasowanie się w pierwszej trójce ligi, gdy gramy Barceloną lub wygranie określonej ilości meczów. Do rozegrania czeka prawie czterdzieści spotkań w tym dodatkowe puchary, jeśli się do takich zakwalifikujemy. Niestety oprócz meczów nie znajdziemy w tym trybie wiele ciekawostek. Możemy jedynie zarządzać drużyną, czyli ustalić pierwszą jedenastkę, wybrać kapitana i tak dalej. Co pięć „growych” tygodni będziemy mieli także opcje treningowych mini-gierek, które w zależności od naszego sukcesu poprawią lub pogorszą zdolności wybranego zawodnika. Największym zawodem jest brak możliwości kupowania i transferowania piłkarzy. Przez wszystkie mecze zmuszeni jesteśmy do ciągłego używania tych samych nazwisk.
Każda z dostępnych lig ma także swój puchar, do którego możemy przystąpić w dowolnym momencie. Oprócz tego mamy puchar Europy i mistrzostwa świata. W trybie wyzwań dostajemy wytyczne, które musimy wykonać do zakończenia czasu. Tak, więc raz musimy wyrównać niekorzystny dla nas wynik czy strzelić określoną ilość bramek. Każde wyzwanie trwa z reguły niedługo i jest miłym dodatkiem do ciągle powtarzanych spotkań w sezonie. Mamy też multiplayer dla czterech graczy, jednak każdy będzie potrzebował swojej kopii gry, co niestety może się okazać zbyt trudne do zorganizowania.
Z wartych uwagi opcji pozostała jeszcze możliwość tworzenia własnej drużyny, loga, a także hymnu. Możemy skomponować melodie z dostępnych instrumentów lub nagrać coś od siebie za pomocą mikrofonu. Tak skomponowany hymn możemy następnie odtworzyć w dowolnym momencie meczu. Miły, ale bezużyteczny dodatek. Podobnie ma się z taktycznymi pozycjami na ekranie dotykowym. Po prawej stronie umieszczono przyciski, które uruchamiamy za pomocą dotyku. Dwie podstawowe komendy do wysłanie większej ilości graczy do ataku lub zarządzenie szybkiego powrotu na obronę. Mamy też ofensywne i defensywne taktyki, jak choćby kontratak, wysunięcie skrzydłem czy też ustawienie pułapki ofsajdowej. Ciekawe rozwiązanie, ale ja osobiście użyłem go może dwa razy.
Niestety tutaj kończą się dobre strony FIFY 07. Po pierwsze gameplay jest niedopracowany. Nie ma tu żadnego planowania akcji – wystarczy wypuścić piłkę środkiem, aby strzelić łatwego gola. Nawet na najwyższym poziome trudności gra nie stawia przed graczem żadnego wyzwania. Każdy mecz jest niemal identyczny – podajemy piłkę do jednego z pomocników, ten oddaje ją do napastnika i przy okazji „wypuszcza” swojego partnera do przodu szybką piłką. Nie ma zbyt dużo zróżnicowania w strzelanych golach, choć czasami zdarzyło mi się strzelić głową z rzutu rożnego lub dośrodkowania w pole karne. Znajdą się nawet świetne akcje, jak choćby bramka zdobyta szczupakiem, ale to jest niestety rzadkość. Zupełnie nie rozumiem też systemu fauli. Łatwiejsze poziomy są dość wybaczalne, jednak te wyższe nagradzają kartką za prawie każdy wślizg i nawet próba zabrania piłki guzikiem „niefaulującym” zalicza się jako przewinienie. Wychodzi na to, że nie da się nawet normalnie zabrać piłki. Skoro najważniejsza część gry szwankuje, to jak tu czerpać radość z grania?
Graficznie jest nieco lepiej niż w zeszłym roku. Animacja jest płynna i podczas testów tylko raz przydarzyło się jej przyciąć. Zawodnicy wyglądają przyzwoicie, jednak nie ma tu mowy o rozpoznawaniu gwiazd po twarzach. Jedynie dziwne akcje jak przenikanie przez bandy po zakończonym meczu psują nieco efekt. Strona audio jest równie dobra. Profesjonalny komentarz Clive’a Tyldesley’a brzmi jak najbardziej efektownie, jednak zbyt często się powtarza. W każdym spotkaniu słyszymy te same komentarze, nawet po kilka razy. Kibice żywo reagują na bramki i faule, co zaliczam na plus zwłaszcza, że przez większość meczu słyszymy tylko ich okrzyki. W menusach usłyszymy niestety tylko cztery kawałki muzyczne i na dodatek jeden z nich zbyt często się powtarza.
Krotko i zwięźle – nie warto inwestować w FIFĘ 07. Zbyt dużo niedoróbek sprawia, że rozgrywka jest monotonna i zbyt łatwa. Po co grać, skoro już z góry wiemy, że wygramy? Lepiej poczekać na DSową wersję Pro Evolution Soccer, która, miejmy nadzieję, zostanie przeniesiona z klasą. Jak na razie słowa EA o przyłożeniu większej uwagi do developing na kieszonkę Nintendo zostały wrzucone do kosza.
Ocena:
